Zemsta Almanzora?

Wilek Markiewicz

Prosta odpowiedź: nie. Więc dlaczego wogóle o tym wspominam? Gdyż narzuca sie porównanie z ‘zemstą Montezumy.’ Jak wiadomo, tak się zwie dokuczliwa dolegliwość która nawiedza turystów w Meksyku. Dziwna przygodę którą zaznałem w górach Alpuharow w Hiszpanii możnaby skojarzyć z przejawem złego humoru u Almanzora, Lecz o ile Montezuma miał swoje powody ku zemście, to Almanzor nie mógł miêæ nic przeciwko mnie; ja byłem naturalnie po jego stronie, zainspirowany poematem Mickiewicza “Juz w gruzach leżą Maurów posady.”

Objeżdżałem Hiszpanię Lambrettą. La Mancha, ojczyzna Don Kiszota, juz wprowadza w magiczną atmosferę; niezliczone wiatraki o stale krążących kolistych skrzydłach, ustawione na bezkresnej płaszczyźnie, rzeczywiście przypominają fantomatyczne roty olbrzymów grożące inwazja. Cervantes naturalnie mógł mieć wizje Don Kiszota walczącego z wiatrakami. Nabierając benzynę w drobnych stacyjkach na rozdrożach, otrzymywałem jako prezent hojne lyki cudownego czerwonego wina domowej roboty, z porronu. Porron to butla z koziej skory, wlosiem do środka. Pije sie z dala, wprost z butelki. Cienki strumień leje sie wprost do gardła. Wino w porronie nigdy sie nie psuje i pozostaje zawsze chłodne. Kontynuując na południe, dojechałem do gór Alpuharow gdzie zadżumiony Almanzor przybył do Hiszpanów aby ich zarazić. Czulem sie jakby fizycznie pod ciężarem Historii, wchłonął mnie duch epoki. Ten kurz, oślepiające słonce, mówiły o śmierci, o okrutnych dziejach, o poświąceniu bez granic. Nikogo nie było wokół, jechałem pędem ,śpiewając na cale gardło ‘Juz w gruzach leżą…’ i łzy mieszane z kurzem rozmazywały sie po twarzy. W pewnej chwili uczułem silne ukłucie wewnątrz ucha. Nie zwróciłem uwagi przejęty emocją przerastającą wymiar czasu i ukłucie stało sie rytmiczne, ból i Halas jakby bębnem rozprzestrzenił sie po całej glowie. Byłem bardziej zaintrygowany niz przestraszony, nie znajdywałem porównania z czymkolwiek zaznanym poprzednio Mile mijały, oczekiwałem ze ten fenomen przejdzie sam od siebie, ale nie przechodził. W końcu sie zatrzymałem, zdjąłem hełm i umierająca pszczoła lub osa wypadła z mojego ucha. Sądziłem ze to pszczoła lecz pszczoła ukłuje tylko raz i zemrze, podczas gdy ja byłem przeszyty nieustannie, jak sw.Sebastian. Jak wytrzymalem ta inwazje w mojej głowie, na motocyklu, przejęty dziejową tragedią ? Mże to duch Almanzora dopomógł mi się oprzeć od jadu i od bólu… W każdym razie pozostało mi własne dramatyczne wspomnienie z zakątka Historii.