Wilek Markiewicz
Wystarczajaco uderzajacee by pozostac we wspomnieniach, jednak dopiero teraz przyszlo mi na mysl ze warto do opublikowania. Wiele lat temu, pod Paryzem, prawdopodobnie podczas week- endu w jakims lasku czy ogrodzie siedziala niewielka grupka mlodziezy w towarzystwie ksiedza. Slyszalem ze mowia po polsku i nie pamietam z jakiej okazji byla mowa o Lwowie; moze ktoregos rodzina z tamtad pochodzila. Wtracilem sie do rozmowy i powiedzialem ze znam pare lwowskich piosenek wiec poprosili mnie o zaspiewanie:
“Ide sobie Akademicka, gwizdzy sobie sztajer (refren)
A za moja krzywa Manka hulal jakis frajer, hulal jakis frajer, ta joj, ta joj.
Ja do niego a on do mnie, “naj si pan odwali” (refren)
A ten frajer nic nie gada tylko w morde wali (refren)
Jak ten frajer w morde wali, jazem go poglaskal (refren)
Jego buda ratunkowa, a mnie dziad potaskal (refren)
Siedzy sobie ja w Brygitkach, ali honorowo (refren)
A ten frajer w szpitaliku z polamana glowa (refren)
Prosili mnie o powtorke — nawet ksiadz! Zapamietalem sobie to zdarzenie, poniewaz nigdy nie widzialem tyle stezonego patriotyzmu w oczach wszystkich, nawet u ksiedza. A nie byla to bogobojna ani patriotyczna piosenka, po prostu uliczny lobuzerski (dla mnie fajny) lwowski szlagier.