Litość
Gdy przybyłem do Kanady, pracowałem przez pewien czas w szpitalu jako „orderly”, czyli pomocnik pielęgniarski i byłem świadkiem agonii pacjenta. Wszystkie symptomy były zaawansowane; ręce i nogi niebieskie, oczy nieruchome, szkliste, oddychał otwartymi ustami i z chrapliwym dźwiękiem. Zapytałem przechodzącą pielęgniarkę czy nie należałoby zmoczyć jego ust, które musza być suche jak kość tym sposobem oddychania. Odpowiedziała mi kategorycznie, że on już nic odczuwać nie może i woda może go tylko zadławić i przyspieszyć śmierć.
Nie bardzo mnie to przekonało i gdy znalazłem się z nim sam na sam, wziąłem zamoczoną „Qtip” i zacząłem zwilżać jego usta. Nie byłem pewny czy coś odczuwa, ale można sobie było wyobrazić kompletną suszę jego ust i gardła i tą przegraną, a wciąż kontynuującą walkę o życie. Po pewnym czasie, pacjent bez refleksów nagle ściągnął wargi w ssącą pozycję. Była to dla mnie wielka niespodzianka; jak łatwo o konkluzję, że ktoś „nic nie czuje!”
Kilka lat później, przypadkowo w tym samym szpitalu, odwiedzałem przyjaciela, weterana z pod Monte Casino. Był w tym dniu nieświadomy, prawie o tych samych symptomach co pacjent opisany poprzednio i bulgoczący dźwięk wychodził mu z piersi. Pielęgniarka mi powiedziała, że zbyt wiele flegmy się zakumulowało głęboko w jego tchawicy i pompowanie byłoby zbyteczną męką, gdyby mógł jeszcze coś odczuwać. Pamiętając poprzednie doświadczenie, wziąłem „Qtip” i kroplami zwilżałem mu rozwarte szeroko usta, mówiąc do niego, nie będąc pewny czy słyszy: „Janek, oddychaj nosem, trzymaj usta zamknięte, będziesz spragniony i nikt nie będzie wiedział”.
Dość szybko rozpoczął ssać i zaczął oddychać cicho i normalnie (gdzie się podziała flegma?). Różnica była tak uderzająca, że obawiałem się przyspieszonej śmierci. Lecz nie, nagle jego oczy, poprzednio szkliste i nieruchome, rozbłysły światłem życia, energii i inteligencji. Nigdy tego nie zapomnę, bo byłem świadkiem czegoś, co przerastało zrozumienie. Żałowałem, że nie było lekarza, któryby mógł wyciągnąć konkluzje. Dałem mu wody i pił chciwie. Zapytałem czy „dobra” (woda) i odpowiedział „dobra”. Gdy powiedziałem, że już muszę odejść, poruszył ramiona i uniósł brwi, jakby chciał powiedzieć „trudno”.
Następnego dnia nie mogłem go odwiedzić, lecz powiadomiono mnie telefonicznie, że miał dobry dzień i pielęgniarki nie mogły uwierzyć w to polepszenie. Gdy go odwiedziłem następnego wieczora, powrócił do stanu agonii; leżał nieruchomo, ciężko oddychając, lecz przez nos. Usta trzymał zamknięte. Więc słyszał mnie, nawet gdy dwa dni temu sprawiał wrażenie nieprzytomnego i powziął środki ostrożności. Jego oczy były otwarte i rozlane w jedną niezdefiniowaną plamę, lecz tym razem był świadomym. Wyrażał krańcowy smutek oczami, które logicznie nie powinny wyrażać czegokolwiek. Gdy go zapytałem czy mógłbym mu w czymś pomóc, poruszył głową: „Nie”. Zapytałem jeszcze raz i skinął znowu: „Nie”. Zmarł kilka godzin później.
Św. Augustyn nauczał, żeby dawać pić niemowlętom. Człowiek niezwykły, pamiętał okres wczesnego dzieciństwa i głównie zapamiętał straszliwe pragnienie. Pozwalam sobie dodać od siebie: Do ostatniej chwili dajcie pić umierającym.
Zgroza
Asystowałem nieuleczalnie chorej w szpitalu; ze względu na jej kondycję, szpital mi zezwolił na nocną wartę. Z powodu cierpień nie do opisania pomoc fachowa była niewystarczająca. Ja pomóc oczywiście też wiele nie mogłem i potrzebowałem trochę snu. Więc zwróciłem się do agencji pielęgniarskiej o nocną siostrę.
Pielęgniarka miała rozpocząć służbę o godz. 23-ej. Po północy nikt się nie zgłosił. Poszedłem do biura by się zapytać czy moja aplikacja dotarła. Kobieta w uniformie pielęgniarki uniosła głowę i odpowiedziała: Muszę się zaznajomić z dokumentacją o pacjentce – nieprawdaż? Zapytałem: „Kim jesteś?” Odpowiedziała: „Nocna siostra!” Miałem odgadnąć, gdyż mnie nie zawiadomiła o swym przybyciu.
Późno po północy pokazała się. Pacjentka chciała iść do toalety. Normalnie ja ją zawoziłem na wózku. Zawsze starałem się nie wołać sióstr, lecz teraz miałem nocną siostrę do dyspozycji, więc pozostawiłem jej zadanie. Zauważyłem ze zgrozą, że włożyła pod pacjentkę brudne naczynie od innej pacjentki.
„Nie widzisz ze to obmazane?” zapytałem.
Nie jestem odpowiedzialna tu za stan higieny! odpowiedziała.
Pomyślałem: „ona tu roznosi infekcję”. Gdy dopomogłem „specjalnej” siostrze położyć pacjentkę do łóżka, pozostawiła jeden pantofel na jej nodze, zaś drugi rzuciła pod łóżko. Gdy wychodziła, prosiłem ją by zamknęła drzwi. Trzasnęła drzwiami i pozostawiła je otwarte.
O tej późnej porze postanowiłem wytrzymać z tą bestialską „siostrą” do poranka. Usnąłem i zbudziłem się o 4-tej nad ranem. Pacjentka majaczyła pół-świadoma i najwidoczniej o silnych cierpieniach. „Siostra” nie była z nami.
Poszedłem do biura i tam siedziała. Prosiłem o pomoc i odpowiedziała:
„Jestem na przerwie wypoczynkowej”. Inna, bardziej ludzka siostra mi dopomogła zmienić pozycję i dać pomoc jaką była w stanie. Zostałem bez pomocy do 5-tej 30. Byłem zmęczony lecz uszczęśliwiony, że „pomocna” siostra jest z daleka.
Pacjentka zasnęła i za chwilę „siostra” się zjawia, żeby ją zbudzić i dać jej kąpiel!
Powiedziałem: „Miss, ona też potrzebuje przerwę. Ona była zbudzona i cierpiąca całą noc”. „Siostra” zaczęła krzyczeć, że jej przeszkadzam w pracy i że nie potrzebuję pielęgniarskiej pomocy!…
Odpowiedziałem: „Pielęgniarka nie wsadza chorej do czyjegoś g….. Siostra ma mieć wyrozumienie dla chorych, specjalnie bardzo chorych. Siostra nie wrzeszczy nad głową śpiącej pacjentki!” Odpowiedziała, że nie potrzebuje moich pieniędzy – lecz nie, nie odeszła, jej „służba” była praktycznie zakończona.
Odnoszę wrażenie, że nie była głupią i brutalną, lecz świadomie krzywdziła chorą. Była nienawiść w jej zachowaniu – sadystka w poszukiwaniu bezbronnych w szpitalu. Jak się zachowywała z kompletnie osamotnionymi chorymi?? Rano pacjentka mi mówiła, że ją czesała „jak konia;” to się działo, na pewno, gdy zasnąłem.
Podobna historia może się zdarzyć wszędzie gdzie bezbronni konfrontują w samotności sadystycznych lub niekompetentnych „pomocników”. To się może zdarzyć bezsilnym starcom, chorym – lub bardzo młodym. To się może zdarzyć wszędzie, gdzie brak fundamentalnej kultury i poczucia wartości ludzkich. Ile najbardziej respektowanych instytucji może służyć za ukryte miejsca dla najgorszego? Jakie testy winny być konieczne by zdemaskować tych, którzy się nie nadają do pomocnych funkcji? Nie zapomnijmy, że jutro my możemy się znaleźć na “słabszej” liście.

