JANEK
Niestety, nie moge podac jego nazwiska, choc – jak czytelnicy zmiarkuja – ma ono swe znaczenie w historii. Janek urodzil sie badz w Westfalii, jak jego rodzice, badz we Francji. Mial w sobie troche krwi niemieckiej, nie wiem, czy po mieczu, czy po kadzieli. Po polsku mówil poprawnie, po francusku, jak Francuz. Podczas wojny mial ok. 9 lat. Ojciec oddal go do Hitlerjugend. Poznalem ojca, przemily pan, co widocznie jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Janek opowiadal mi jak smarkacze w jego wieku zarabali sie na smierc szablami w pojedynku. Mial twarda szkole w Hitlerjugend. Nie afiszowal sie tym zbytnio i prosil mnie o dyskrecje, która utrzymuje… Byl goracym polskim patriota i raz, podczas dyskusji z kolegami na temat europejskiego federalizmu, perorowal: „Sobieski byl federalista?! Boleslaw Chrobry byl federalista?! Federalizmy to zydowskie wymysly!”.
Pomimo oznak twardosci i zdziczenia Janek byl sentymentalny. Ja bylem jednym z niewielu, który zdawal sobie z tego sprawe i moze dlatego bylismy przyjaciólmi. Janek kochal dziewczeta z wzajemnoscia. Opowiadal mi, jak najbardziej sofistykowane kobiety stawaly sie ladacznicami u niego w lózku i wierzylem mu, bo Janek nie mial imaginacji.
Zwiazal sie z bardzo ladna Francuzka, ona mu pomagala finansowo, gdy cos tam studiowal, pózniej pobrali sie. Przyszla wojna w Algierii i Janek zostal zmobilizowany. Opowiadal mi jak rzneli Arabów i moge sobie wyobrazic Janka w akcji.
Gdy go spotkalem juz po wojnie, cale jego zycie zaczelo spadac ostra krzywa w dól i chyba sie juz nigdy nie podnioslo. Podczas jego pobytu na froncie zona go opuscila. Nie moge jej potepiac nie znajac faktów. Janek mógl byc niemozliwym do wspólzycia. Wróciwszy do domu w poszarganym uniformie znalazl mieszkanie zamkniete na klódke i musial isc spac do hotelu. Zdaje sie, ze byl ranny i schorowany. Z armii pozostaly mu czarne wspomnienia. Ktos zrobil z niego Zyda, ze jego nazwisko brzmi jak Mojzesz! Zaluje, ze nie moge zacytowac jego nazwiska, aby sie czytelnicy przekonali, jaki to absurd. W kazdym razie Janek, ten nordyk z Hitlerjugend, zbieral ciegi za zydostwo. Byl on silny, lecz „nec Hercules”… Nie pytalem sie, kto mu ten kawal wyrzadzil: Polak, Francuz czy Niemiec – armia francuska jest wielokulturowa, jak Toronto. Ubawilo mnie tylko to, ze z nim sluzyl autentyczny Zyd, sasiad jego rodziców. Obie matki przyjaznily sie i obie plakaly nad losem swoich synów.
Stracilem z nim kontakt i gdy go ujrzalem po roku zmiarkowalem, ze sie chyba nie pozbieral ze swych przezyc. Chodzil po ulicy noca w towarzystwie obwiesiów, sam jakby pod wplywem narkotyków czy alkoholu. Byl w wisielczym humorze. Czulem, ze nie mamy ze soba nic wiecej wspólnego, ze ani on mnie nie potrzebuje ani dla mnie nic nie moze zrobic – i pozostalem niezauwazony.
ESTEBAN CZYLI STEFAN
Esteban jest Hiszpanem, z matki Katalonki, ojca Andaluzyjczyka. On sam wychowany w katalonskim miasteczku, przybyl z Barcelony do Paryza ze snami glorii dziennikarskiej, jako wyslannik tamtejszego pisma ilustrowanego. Posiadal wielka wrazliwosc pisarska, lecz do osiagniecia sukcesu brakowalo mu podstawowych rzeczy: wyksztalcenia i pieniedzy. W Barcelonie, w swym pismie posiadal rubryke a la „Dear Abby”, z której wywiazywal sie na pewno niezle, poniewaz umial wniknac w sytuacje z zycia i mial religijna moralnosc do przyjecia przez ogól. Lecz zachcialo mu sie szerokich wód i oto znalazl sie w Paryzu. Jego rola mialy byc wywiady z rozmaitymi „gwiazdami” piosenkarstwa i telewizji. Lecz nie znal jeszcze zbyt dobrze francuskiego. Dal mi do przeczytania swe krótkie historie, z których jedna zrobila na mnie glebokie wrazenie. Mowa tam o mlodym malarzu, który pod wplywem konfliktu opuscil swój dom rodzinny i miasteczko, i wyladowal z mizerna suma pieniedzy w Barcelonie. Na rogu ulicy zobaczyl mloda pociagajaca prostytutke i z mlodziencza beztroska postanowil wydac na nia ostatni grosz. W hoteliku weszli w przyjacielska rozmowe i opowiedzial jej swa historie. Ona mu rzekla: „Moja historia jest nieco podobna do twojej, tylko dla mnie jest juz za pózno. Wracaj do domu, do ojca i matki, nim moloch miasta pochlonie i ciebie”.
Bylo to tak cieplo opowiedziane i takim prostym jezykiem, ze wczulem sie w sytuacje, jakbym byl przy tym. Powiedzialem Estebanowi: „Jestem zachwycony, ty jestes hiszpanskim Balzakiem od prostych spraw. Oto czego nie powinienem mu byl powiedziec. Urazilem go, ze nie potrafi pisac o niezwyklych sprawach i zaczal wypisywac jakies szmiry o milosci i mordach a la „soap opera” i nie rozumial dlaczego mi sie to nie podoba. Prawdopodobnie posadzal mnie o zazdrosc.
Historia Estebana jest niestety równiez historia upadku, choc walczyl z podziwu godna wytrzymaloscia. Wlasciwie mlodosc pozwolila mu przetrwac. Sroga zima paryska, która jest zimniejsza od torontonskiej, tyle ze bez sniegu, wychodzil póznym wieczorem ode mnie – nie wiedzialem dlaczego, z tak krzywa mina. Otóz spedzal noce pod golym niebem, w jakims cieplejszym kanale wydechowym miedzy wlóczegami i degeneratami. Tajemnice umial zatrzymac dla siebie. Moja zona mawiala: „Dlaczego Esteban tak smierdzi – nie zmienia odziezy, czy co?”. Raz go spotkala na ulicy w tym stanie i powiedziala mu: „Esteban, albo sie pozbierasz, albo wracasz do Hiszpanii”. Byl u nas pare dni, po czym znalazl prace i pomieszczenie. Zostal sprzataczem w jakiejs publicznej plywalni. Pomimo, ze otrzymywal z poczatku cieple listy z redakcji, utracil w koncu kontakt ze swoim pismem. Przechodzil przez zycie wciaz ze swym chaplinowskim usmieszkiem, lecz nie byl to juz ten sam Esteban. Stal sie brzydkim cynikiem, przypuszczalnie bez dawnej religijnosci i moralnosci, co dla czlowieka prostego moze byc bardzo niebezpieczne. Twierdzil, ze jest zadowolony i przypuszczalnie byl nim. Mawial: „Gdyby mi zaofiarowano redaktorska pozycje w Buenos Aires, powiedzialbym, by ja sobie zatrzymali dla siebie”. Twierdzil, ze nie chce utracic kontaktu z Europa, lecz czym byla dla niego ta Europa? Pózna noca, po pracy zupa cebulowa w paryskich Halach, pózniej – gdy akurat nie mial kochanki – prostytutka. Bez wstretu i z odrobina ciekawosci, opowiadal mi o rozmaitych propozycjach, które otrzymywal przy pracy w plywalni. „Esteban, na milosc boska, trzymaj sie z daleka” – mówilem mu. Z zagadkowym usmieszkiem przyjmowal, co by mu nie powiedziano. Ponoc wyjechal do Hiszpanii z uciulana gotówka i ozenil sie. Nie wiem, co sie z nim stalo, jako ze nasza przyjazn sie zerwala, z przyczyn nienalezacych do tematu.
CAROL
Poznalem ja w Paryzu, gdzie pracowala jako sluzaca. Pochodzila z chlopskiej rodziny z okolicy Burgos (pln. Hiszpania). Zostala wówczas sierota i ojciec z macocha traktowali ja calkiem nie po ludzku. W wieku lat pieciu oddali ja do klasztoru. Tam tez nie traktowano ja poprzez jedwabne rekawiczki, po prostu Hiszpania byla twardym krajem, gdzie najsilniejsi przezywali. Juz w wieku pieciu lat Carol szorowala klasztorne podlogi i prala odziez od samego switu, do póznej nocy. Stala na krzesle z nalozonymi belkami, zeby móc dosiegnac balii. Matka przelozona zorientowala sie co do bystrosci Carol i mawiala: „Ty sie ucz, a przerosniesz i swa kondycje i innych”. Dzieki pomocy przelozonej i wlasnych, wczesnie rozbudzonych ambicji, Carol nauczyla sie wiele, w warunkach, gdy inne pozostaly analfabetkami. W czasie wojny domowej, Burgos bylo miejscem koszarowym dla Niemców i Wlochów, którym sie podobala ta mala blondyneczka i obdarowywali ja czekoladkami. Jedni z niewielu, którzy okazali jej troche zyczliwosci – prócz przelozonej. Pozostawila po nich wdzieczne wspomnienie – plus faszyzm. To ostatnie jej pózniej przeszlo, ale o tym zaraz. Nie wyrosla i prawdopodobnie skutkiem zaburzen hormonalnych, wywolanych trudem i niedozywieniem, twarz jej zostala wydluzona. Slowem byla bardzo brzydka, mimo zywych jasnych oczu i blond wlosów. Prace mogla otrzymac tylko jako sluzaca i chlopcy parskali na nia. Jako dobra Hiszpanka i w instynkcie samoobrony, zrobila sie kasliwa jak osa i agresywna jak pantera. Poniewaz klasztor byl jej jedynym domem, a przelozona jedyna matka, nie opuszczala niedzielnej mszy, lecz nie byla bigotka. Jej podejscie do zycia bylo po hiszpansku pragmatyczne. Na pewno miala kochanków, choc nie interesowalem sie jej prywatnym zyciem. Jednego poznalem, byl to Chorwat, który przypuszczalnie by sie z nia ozenil, lecz jej brzydota przezwyciezyla jej wszystkie niepospolite zalety. Rozstali sie jak pies i kot.
Opuscila Paryz i osiedlila sie w Madrycie. I teraz zaczyna sie dla nas najciekawszy rozdzial jej zycia. W wieku ponad piecdziesieciu lat Carol ukonczyla doktorat z literatury francuskiej na uniwersytecie w Madrycie. Wiedzialem, ze uczeszczala od czasu do czasu na Sorbone, lecz nie sadzilem, ze jest w tym cos powaznego. W tym tez okresie utracila swój faszyzm. Otóz na uniwersytetach hiszpanskich toczy sie pasjonujaca debata dlaczego Hiszpania utracila swa swietnosc po wygnaniu Maurów i Zydów.
Z Carol nie mam kontaktu z wlasnej winy. Carol byla przyjaciólka mojej zony i mnie oddana jak siostra, choc nigdy nie bylem zbyt towarzyski. Lecz na pewno pamieta mnie, jak ja ja.
WLODEK
Wlodek urodzil sie przed wojna w polskim wiezieniu. Matka – Zydówka, byla aktywna komunistka i nazwala syna od Lenina. Ojciec, prawdopodobnie równiez Zyd, zginal podczas jakiejs akcji bojowej przed, czy podczas wojny. Rosjanie, gdy weszli do Polski wywiezli ja z dzieckiem do Azji Centralnej i tam przestala byc komunistka. Z zawodu byla pielegniarka i gdy protestowala, ze Uzbeków i Kazachów sie szczepi ta sama igla, otrzymala odpowiedz: „Eto zwieria (to sa zwierzeta), nic im sie nie stanie”. Napisala protest do Moskwy i zawezwano ja: „twym protestem wymylismy okna, zamknij gebe, albo pójdziesz skad sie nie wraca”.
Zamieszkali w Paryzu, matka zagorzala antykomunistka, zas syn – trockista. Przychodzil pokrwawiony z ulicznych bijatyk. Posiadal wybitny talent malarski, lecz miedzy ideologia i matka, która chciala natychmiast skapitalizowac jego prace, nic z tego nie wyszlo. Nawet grupa francuskich arystokratów zainteresowala sie jego talentem i finansowala go przez jakis czas. Lecz nie mieli pojecia o sztuce i wszystko rozbilo sie – o polityke. Wlodek wegetowal, wysoki i chudy wygladal na Don Kichota.



