Omar Chajam w tłumaczeniu i z komentarzem Wilka Markiewicza
Unikaj nauki, religii i prawa
Zaznaj co buziaczek, śpiew i zabawa
Nim los bezlitosny przeleje twą krew
Lej krew winną w puchar i pij – zaznaj życia zew.
II
Gdy jutrzenka lewą ręką ku niebu sięgała
Głos karczmarza wezwał mą duszę ospałą:
“Wstawajcie i spijajcie wsze winne nektary
Jak długo strumień życia wam zrasza puchary”.
III
Kur zapiał i tłumy przy karczemnych ścianach
Waliły we wrota: “Otwórzcie się dla nas!
Wszak wiemy jak krótko tutaj przebywamy
A gdy odchodzimy, już nie wracamy”.
VII
Wśród dźwięku pucharów, w takt wiosennej nuty
Opadł szary całun zimowej pokuty
Pamiętaj: Ptak czasu na skrzydłach wzniesiony
Króciutką ma trasę – w jedną tylko stronę.
XI
Chleb, Wiersze, Wino i Ty – i cóż mi więcej trzeba?
Pustynny się padół stał ścieżką do nieba
Rozedrgana twym śpiewem i zroszona winem
Pustynia zmieniła się w rajską krainę.
XX
Ach ma droga, tą czarą wszystko zmogę
Przeszłości żale i przyszłości trwogę
Jutro? Jutro po mnie zatrze ślad
l wepchnie w klątwę tysięcy przeminionych lat.
XXIII
Wszystkiego co nam dane użyjmy garściami
Zanim nasze prochy się zejdą z prochami
Nim będziemy bez wina, bez pieśni, bez słońca
Bez nas – i tak bez końca.
XXV
Mędrcy, Święci, Prorocy
Co tak pięknie śpiewacie o Dwóch Światów mocy
Wasze słowa wiatrem rozproszone
Wasze usta prochem wypełnione.
XXVI
Opuść mędrców, ich czcze słowa – stary Chajam czeka
Jedno jest tylko pewne – że życie ucieka
Nie zmieni tej prawdy najzgrabniejsze słowo
Że kwiat który uwiądł nie kwitnie na nowo.
XXVII
Kiedy byłem młody słuchałem bez sporów
Wielkich argumentów Świętych i Doktorów
I tak się przejąłem ich argumentami
Że wyszedłem jak wszedłem – tymi samymi drzwiami.
XXXI
Od wnętrza Ziemi aż po Niebios wrota
Wzrok z tronu Saturna w nieskończoność miotam
I wielu zaznałem prawd objawienia
Prócz tyczących się śmierci oraz przeznaczenia.
XL
Wiecie przyjaciele, że już od dawności
Zagrodziłem drogę starusze – mądrości
I od tego czasu dni radosne płyną
Bo za nową żonę wziąłem Córę Wina.
LXIX
Za to żem im służył o każdej godzinie
Jaka me bożyszcze dały mi podziękę?
Moje dobre imię zatopili w winie
Zaś resztę honoru – sprzedali za piosenkę.
LXX
Przysięgłem skruchę gdy wstydu doznałem
Lecz – byłem trzeźwy kiedy przysięgałem?
Gdy przyszła wiosna z różą spiętą we włosach
Ma skrucha wyschła jak poranna rosa.
Zapewne istnieją kompletniejsze tłumaczenia Chajama, lecz ja przełożyłem tych kilka strof głównie dla wlanej przyjemności, z nadzieją wszak, że potrafię je przekazać czytelnikom. Pierwsza zwrotka tłumaczona jest z francuskiego, reszta z angielskiego. Byłem kiedyś w arabskiej restauracji pod nazwą “Omar Chajam”, choć był on Persem, a nie Arabem. Właściciele restauracji mieli dobry gust – dołączali do jadłospisów parę wersów perskiego barda, co mi dało okazję do przypomnienia sobie tego kochanego, dekadenckiego, wyrafinowanego Chajama. Po powrocie do domu wziąłem się do odszukania egzemplarza „Rubayad”, który otrzymałem kiedyś w prezencie i niezbyt dokładnie przejrzałem. Jakoś przychodzi czas na wszystko; zanurzyłem się więc w oparach sprzed tysiąca lat, zapomniałem o XX wieku i o Toronto. Byłem przez chwilę w przedniej kompanii.
Wziąłem się do tłumaczenia spędziłem ten wieczór z uczuciem rzadko doznawanej satysfakcji. Chajam, piewca zmysłów, który nigdy nie popadł w trywialność, arystokratyczny umysł przy karczemnym stole, jak markiz de Sade, nie dał się opanować zmysłom, lecz sam nimi zawładnął. Antymistyk, osiągnął wyżyny równe mistykom. Sceptyk, nie dał się załamać naporom zwątpienia, jak ci Grecy, którzy wyrazili swój protest wobec bezsensu istnienia odejściem od życia, by stać się mnichami bez religii. Anatol France w nieśmiertelnej “Thais” opisał uroczyście i z humorem spotkanie prawdziwego mnicha – Pafnucego – z fałszywym mnichem, ascetą – sceptykiem. Chajam bynajmniej nie zaprzecza ciasnocie życia zmysłowego i stąd jego strofy tchną dyskretnym smutkiem. On bierze życie „za łeb” i rozgrywa je jego własnymi kartami. “Nie możemy zmienić rzeczywistości, więc użyjmy jej” – głosi Omar; to samo Polinezyjczycy wyrażają przysłowiem: „Jedz życie, bo inaczej życie zje ciebie”. Po polsku nazwalibyśmy system Chajama: “złapał Kozak Tatarzyna”.
Chajam był egocentrycznym egzystencjalistą. Szukał szczęścia (tyle, o ile) nie w Bogu, jak mistycy, nie w kobiecie, jak trubadurzy, ale w sobie. Może dlatego osiągnął owe tajemnicze szczyty, które niektórzy giganci osiągnęli w samotności – Mojżesz. Szekspir…
A propos Mojżesza, wielki p«m francuski pisał:
Dieu, Tu m’as cree puissant et solitaire
Laisse moi me reposer aux trefonds de la terre.
(Boże, który mi dałeś w samotności siłę
Daj mi dla wypoczynku Twą ziemię – mogiłę).
Ciekawym byłoby porównanie „Rubai-jatów” z „Carmina Burana”; autorzy tej drugiej nie byli sceptykami. Oba dzieła wyśpiewują radość zmysłowego życie, lecz gdzieś po drodze następuje rozwód. Średniowieczni mnisi europejscy, pełni rubasznej siły, sięgali ku innym źródłom, ludowym, pogańskim, plemiennym…
Tam nie było dekadenckiej arystokracji.
Można by sobie zadać pytanie, czy poezja Chajama sięgnęłaby wyższych szczytów, gdyby opiewał “nieskończoność” miast „ciasnoty”? Niekoniecznie. Dla poezji nie istnieje ciasnota, jakikolwiek byłby to temat. Pamiętamy Leopolda Staffa: “Życiodajne łajno.. ty w sobie sił, posiadasz rodzajną”.
