Na zapomnianych szlakach

Wilek Markiewicz

Wszelki szanujacy sie pisarz pragnie dominowac swoj temat do maksymum. A co czynic jesli temat jest wystarczajaco wazny by go nie ignorowac, a jednak czesciowo zapomniany, jak daleki sen? Jest na to okreslenie ze: “w jakims kosciele cos dzwonilo.” W tej sytuacji staram sie komunikowac nie tyle swe wspomnienia, ile reakcje ktore we mnie wywoluja. Traktuje historie z ktorej niewiele pozostalo, ze jej przydatnosc jest jak laczna tkanka z okruchami do zapamietania.

Pierwsza historia tyczy szwajcarskiego filmu, ktorego tytulu nie pamietam i ktory rozpoczyna sie spowiedzia mlodego ksiedza czy mnicha do starszego ksiedza. Poprzez ta spowiedz poznajemy cala historie filmu: katolicki klasztor, by moc powiekszyc swe terytoria, potrzebuje odnalezc wlascicielke sasiednich terenow ktora gdzies sie zapodziala w hinduskim Aszramie. Wysylaja wiec w podroz mlodego mnicha. Jego sasiadka w samolocie jest mloda murzynka. Nie pamietam jak sie potoczyla ich rozmowa, w kazdym razie przy jakiejs okazji ona go okrada z pieniedzy i on sie staje zalezny od niej. Spowiednik go zapytuje: “Dlaczego sie nie skontaktowales z jakims klasztorem lub kosciolem, ktory by ci dopomogl?” Od odpowiedzial cos o czasie nie do stracenia, poza tym ona go fascynowala. Spowiednik, znawca duszy ludzkiej, popatrzal na niego i wysluchiwal dalej. Pewna noca, nie pamietam miejsca, ona uslyszala dziwne glosy, zblizyla sie dyskretnie i ujrzala go w pelni szat liturgicznych, z krzyzem, odprawiajacy msze w samotnosci. To byl potezny efekt, bardziej uderzajacy od najokazalszych procesji. Widzialem w swietle swiec, czlowieka dialogujacego ze swym Bogiem. W tej samotnosci odebralem potege Kosciola Katolickiego, potege Zachodniej Cywilizacji. Zapamietalem film glownie poprzez ten moment. Dziewczyna oddalila sie dyskretnie i pozniej dowiedziala sie od niego ze jest duchownym i interesujace rozmowy mialy miejsce. Na jej pytanie czy nigdy nie watpil o istnieniu Boga, odpowiedzial: “Naturalnie ze tak, jestesmy tylko ludzmi!” Nie pamietam w jakiej okolicznosci spedzili noc razem, gdy mnich/ksiadz stracil swa cnote. Dalej historia potoczyla sie raczej teatralnie; ona przyznala sie do kradziezy i powiedziala ze z jakiejs dziedzicznej choroby, jak jej matka, musi umrzec bardzo mlodo. Prosila go by ja spalil w tym pustkowiu, co on uczynil. Udalo mu sie osiagnac poprzez posredni kontakt z pania dobr sasiadujacych z jego klasztorem, dokument po ktory przyjechal. W drodze powrotnej napotkal ksiedza u ktorego sie spowiadal. Ludzki i madry ksiadz nie tylko udzielil absolucji, lecz i goscine i wyrazil wole spowiedzi u niego. Ten starszy ksiadz poczul sie odswiezony, otoczony zbyt dlugo przez tyranizujaca garstke bigotek ktore byly “bardziej papieskie od papieza.” W sumie to byl film z “happy endem.”

Jak wielu ludzi swieckich, lubie sztuke i literature ze spirytualnym podlozem; jest to jak swiezy powiew w stechliznie rzeczywistosci. Moj drugi film jest izraelski, o tytule mniej wiecej: “Milosc w mistycznym sadzie jabloni,” majacym na pewno sens kabalistyczny. Zaczyna sie jak w starych basniach, ze dwoch przyjaciol sklada sobie przyrzeczenie: “gdy bedziemy mieli syna i corke, beda dla siebie.” Jeden ginie w wypadku samochodowym i pozostawil syna. Drugi stal sie milionerem poprzez wielkie rzeznie w Jerozolimie. Mial corke i kompletnie zapomnial o przyrzeczeniu danemu przyjacielowi. Przyrzekl natomiast corke slawnemu rabinowi dla jego syna i byl bardzo zadowolony ze wejdzie do wyzszych sfer poprzez ten zwiazek. Nieoczekiwanie otrzymal wizyte od syna przyjaciela, ktory powrocil z dlugiej podrozy. Poznal corke i naturalnie zakochali sie w sobie. Ojciec uczynil wszystko co mogl by ich odlaczyc. Dziewczyna zmarla, chlopiec rowniez, nie pamietam ktory wpierw i w jakich okolicznosciach. Dybuk (zly duch) wszedl w cialo corki i by go odegnac uroczysty i magiczny rytual nastepuje poprzez potezna kongregacje. Dusze mlodych reprezentowane przez sowy wedle zydowskich tradycji, ulatuja do nieba. Ojciec oddaje swa fortune za wyzwolenie swej corki i spedza reszte zycia studiujac Tore.

Film ten dal mi rowniez okazje poznac blizej Hasydow ze Starej Jerozolimy, jako ze mlody czlowiek byl ich gosciem i moze przyszlym czlonkiem. Przedstawiaja dla mnie dyscypline jezuicka i radosc zycia franciszkanska. Hassidim tancza i spiewaja.