Dumania o poezji

Wilek Markiewicz

Wilek Markiewicz, Krol i blazen, drzeworyt

Rozmyślanie o poezji może być równie pasjonujące, jak sama poezja. Jean Cocteau w swym filmie „Orfeusz” powiedział, że „być poetą oznacza pisać, nie będąc pisarzem”.

Jest to określenie trafne. Poezja jest antytezą pisarstwa. Pisarz, jak naukowiec, musi być jasny, ścisły, logiczny. Poezja, ta prawdziwa, wymyka się powyższym kryteriom, dusi się w nich. Poezja podchodzi do nas organicznie, atakuje emocje, działa psychosomatycznie. Jak sztuka, jest ona antyintelektualna, jak narkotyk, odurza raczej, niż oświeca. Oczywiście, że istnieje poezja, jak i sztuka intelektualna, przecząca sama sobie, co tylko dodaje jej tajemniczości, czyni ją niedościgłą dla analizy. Wszystko, co zbyt intymne, staje się nieosiągalne dla analizy, prawa tyczące dystansu i proporcji między instrumentem a przedmiotem badania stają się wtedy pogwałcone (Niels Bohr?). Miłość, poezja, sztuka, uniesienia mistyczne, pozostaną odwieczną tajemnicą dla subiektu – obiektu.

To nam bynajmniej nie powinno przeszkadzać by, że się tak wyrażę anegdotycznie, rozpatrywać każdy temat z poezją włącznie. Oto dwa przykłady tajemniczych dróg poezji, które pozostały mi we wspomnieniach.

Lata temu czytałem w którejś z polskich szkolnych czytanek wierszyk jakiejś poetki, której nazwiska sobie nie przypominam. Szło o Napoleona i tylko tę zwrotkę sobie zapamiętałem:

„Chamstwo
nic nie warte!
Póki nie spojrzy on
Bonaparte…”

Dla mnie jest to rymowany zachwyt o Napoleonie, bez magii, bez poezji.

Wiele lat później, w Hiszpanii, uczestniczyłem w towarzyskiej dyskusji na temat: Jakie narody dają najdzielniejszych żołnierzy (Hiszpanie, jak wiadomo, szczycą się swym bohaterstwem). Moją tezą było, że postawa żołnierzy nie tyle zależy od nich samych, ile od ich dowódców. Zilustrowałem powyżej cytowana zwrotką. Tak się ona przedstawia w (dość wiernym) tłumaczeniu:

„Chusma
Sin valor
Hasta que los mire
El Emperador”.

Nawet dla nie znającego języka hiszpańskiego, sądzę, że to „brzmi”. Pamiętam, jak się obecni zachwycali: „Ale wy macie poetów”…Co się stało? Widocznie jakiś pierwiastek poetycki tam tkwił, który dopiero został wyzwolony – tłumaczeniem! Czy każdy zły wiersz stanie się dobry, gdy zostanie przetłumaczony na „właściwy” język? Nie wiem. Chyba to pozostanie w domenie zagadki.

Inny przykład nieskończonej zawiłości drogi poetyckiej. Tu poeta stosuje metodę „zapaśnika”, który odwraca naszą uwagę, stępia nas, by nagle, w najbardziej nieoczekiwanym momencie uderzyć obuchem poezji. Chodzi o wielkiego francuskiego pisarza i poetę katolickiego, którego nazwisko powinienem pamiętać, lecz niestety, nie zapamiętałem. Wiersz jest zatytułowany: „J’aime l’Ane” („Lubię osła”).

J’aime l’ane, si doux
Marchant le long des houx.
(Libię osła, tak łagodnego
chodzącego wzdłuż zielska).

Il prend garde aux abeilles
Et il bouge ses oreilles.
(On uważa na pszczoły
I porusza uszami).

Nie pamiętam ile dalej idzie takich dziecinnych, prosto skleconych zwrotek. Dalej poeta oznajmia:

Mon amie le croit bete
Parce qu’il est poete.
(Moja przyjaciółka go uważa za głupca,
Gdyż jest on poetą).

To już nie tak „dziecinne”. Poeta daje nam znać, że ma nam coś do powiedzenia.

Il reflechit toujours
Ses yeux sont de velours.
(On stale rozmyśla,
Jego oczy są z aksamitu).

Jeune fille au doux coeur
Tu n’as pas sa douceur.
(Dziewczyno o łagodnym sercu
Ty nie masz jego słodyczy).

Car il est devant Dieu
L’ane doux du ciel bleu.
(Gdyż on jest przed Bogiem
Łagodnym osłem błękitnego nieba).

Tu jesteśmy w wirze szalonej poezji, niedosiężnej metafory. Jakże oddaleni od rymów „dziecinnych”.

Et il reste a l’etable
Ftique, miserable.
(I on pozostaje w stajni
Zmęczony, wyczerpany).

Ayant bien fatique
Ses pauvres petits pieds.
(Zmęczywszy bardzo
Swe biedne małe nóżki)

Il a tant travaille
Que ca nous fait pitie.
(On tak pracował
Że to w nas wzbudza litość).

Poeta znów powrócił do dziecinnych rymów.

Va trouver le vieil ane
Et dis lui, que mon ame
Est sur les grands chemins
Comme lui le matin.
(Idź, odnajdź starego osła
I powiedz mu, że ma dusza
Jest na rozdrożach
Jak on o poranku).

Demande lui cherie
Si je pleure ou je ris.
(Zapytaj go ma droga
Czy ja płaczę, czy się śmieję).

Je doute qu’il reponde
Il marchera a l’ombre
Creve par la douceur
Sur les chemins en fleurs.
(Wąpię czy odpowie
On pójdzie cieniem
Przeżartym słodyczą
Po ukwieconych drogach).

Sądzę, że w tej zwrotce poeta zainspirował się Zwiastowaniem: „Duch Pański spłynie na Ciebie i łaska Wszechmogącego okryje Cię Swym cieniem”. Nie wiem, czy wiersz ten był analizowany w literaturze francuskiej. W każdym razie poeta zaszedł daleko, począwszy od „dziecinnych” zwrotek o ośle idzie dalej i ilustruje nam tajemnicze, niedosiężne oblicze poezji.