Bertold Brecht
w tlumaczeniu z hiszpanskiego Wilka Markiewicza.
Gdy Baal rosl w swej matki niewinnym lonie
Tak promienne bylo niebo, tak bezbarwne w tonie
Tak nagie, dziwne, mlode, tak bezkresna jego dal
Jakim je kochal Baal, gdy sie narodzil Baal.
A dnie i noce w splocie smutkow i radosci wciaz trwaly
Co Baala, gdy uspiony, to malo wzruszalo
I choc pijany byl Baal, noc byla fioletowa
Zas zorza, choc litosna, wschodzila amarantowa.
Niedbaly na grzesznikow meki, zlorzeczenia
Spokojnie sie przechadzal Baal ze swa nagoscia
I tylko i zawsze niebianskie sklepienia
Okrywaly Baala swoja bezmiernoscia.
Kazdy grzech ma w sobie cos ponetnego
I ten kto wie co chce, osiagnie swoje
Nie powstrzymuj sie rzekl Baal, uzyj na calego
Grzechy winny chodzic conajmniej we dwoje.
Nie wystarczy byc tylko tylko leniwym i niedbalym
Bowiem nie jest tak latwo umiec zmyslom sluzyc
Trzeba miec doswiadczenie i byc silnym cialem
I brzuch rozbolec moze od naduzyc.
W dolinie lez, pod posepnymi gwiazdami
Wtorujac jezykiem do taktu, chodzi po polach Baal
Chodzi Baal i spiewa, w pogoni za marzeniami
Gdy mu sie juz wyczerpaly, gdy stracil istnienia czar.
A gdy Baal powoli ku ziemi sie slania
Czym jest swiat dla Baala? Jest nim przesycony
I tak niebiosa pod powieka ma sklepione
Ze nawet martwy Baal niebo wchlania.
Gdy Baal gnil w ziemi ciemnym lonie
Tak promienne bylo niebo, tak bezbarwne w tonie
Tak nagie, dziwne, mlode, tak bezkresna jego dal
Jakim je kochal Baal, kiedy zyl Baal.