Kiedyś moja przyjaciółka po medytacjach na rampie śmierci,
staneła tam przed wszytskimi i opowiedziała co do niej przyszło
podczas medytacyjnej ciszy.
Sama osłupiała i przerażona wypowiedziała, że
zobaczyła się w ciele obozowej wartowniczki.
W grubym mundurze zapięty ciasno, wysokich skórzanych butach,
z wyschniętą chuda twarzą, w rękawicach dopasowanych do zminych dłoni.
Wtedy poczuła całą nienawiść, całe zło, rozszalały gniew,
jaki świat kojarzy z mordercza Rzesza.
Zatopiła się w tym, na ile pozwalaly jej wyobraźnia i odwaga.
Poczuła, że to jest również w niej, że to, co poczuła, jest cześcią niej samej,
że jest zdolna do odkrycia w sobie samego zła.
Wstrząsneło mną i zadałem sobie pytanie:
Czy ja również mógłbym poczuć to samo?
Czy to jest właściwe tylko jej, czy raczej każdy z nas
jest w stanie stać się maszyną na służbie niewyobrażalnie
wyrafinowanej Śmierci?
….
Stanąć twarzą w twarz z tym, co jest cierpieniem a jakże ludzkim.
Ośmielić się przywołać na nowo zło, które stamtąd już odeszło.
Poczuć, jakże piskliwie, obraz tego, do czego każdego dnia się nie przyznajemy –
do tego, że cokolwiek kiedykolwiek uczynił jakikolwiek Człowiek – jest już na zawsze częścią nas – Ludzi.
…..
Od lat nie mogę odważyć się pojechać na Oświęcimskie medytacje,
choć myślę o tym co roku.